Polityka Polityka

Europa uznała swoją zależność energetyczną od Rosji

Źródło obrazu: pinterest.ru
 

Europejskie media informują o prośbie Unii Europejskiej do Rosji o zwiększenie dostaw węgla do Europy. Ogrzewanie węglowe rażąco zaprzecza nowomodnej „zielonej” ideologii UE, ale w obliczu zbliżającego się kryzysu energetycznego Europejczycy nie mają czasu na ideologię. Chętnie uznają Rosję za mocarstwo energetyczne i proszą o dostarczenie Europie jak największej ilości energii, co jeszcze zupełnie niedawno uważano było za zagrożenie dla „niezależności energetycznej”.

Źródła agencji „Bloomberg” donoszą, że europejscy biurokraci w Brukseli są w stanie bliskiej paniki. Magazyny gazu w Europie są w połowie puste, odnawialne źródła energii – wiatraki, panele słoneczne, energia fal i inne cuda niewidy „zielonej energetyki” – nie są w stanie pokryć deficytu energii, a perspektywa zakłócenia sezonu grzewczego Europejczykom rysuje się coraz wyraźniej.

W takich warunkach uzależnienie od taniej energii z Rosji staje się krytyczne i konieczne jest podjęcie ekstremalnych środków.

Źródła „Bloomberga” podają, że Unia Europejska zwróciła się do Rosji o zwiększenie dostaw węgla do Europy.

Informacje ze źródeł brzmią bardzo wiarygodnie. Wcześniej o zwiększenie dostaw gazu do Europy Rosję nawet nie prosili, a wprost domagali się tego nie tylko sami Europejczycy, ale także Międzynarodowa Agencja Energetyczna oraz Departament Stanu USA. Innymi słowy wszyscy ci, którzy w ostatnich dwóch dekadach sztucznie ograniczali dostawy rosyjskiego gazu do Europy. Teraz narzucają opinii publicznej teorię spiskową, że to Rosja sztucznie ogranicza dostawy do Europy i tworzy niedobory na rynku gazu, aby szybko uruchomić gazociąg „Nord Stream – 2”.

Europa, stojąc u progu zrywu sezonu grzewczego, nie ma czasu na ideologię w polityce energetycznej. I chodzi tu nie tylko o rusofobię.

Druga ideologiczna podstawa polityki europejskiej – „Zielony Ład” – z powodu perspektywy zamarznięcia w jasną cholerę tej zimy bez ogrzewania też leci w diabły.

Na przykład w Estonii przywrócono do eksploatacji stare elektrownie cieplne, pracujące na łupkach roponośnych. Dla Estonii taka decyzja jest „zbrodnią” przeciwko dwóm podstawom ideologicznym jednocześnie. Czyli polityki środowiskowej Unii Europejskiej, którą Estonia, jako modny i postępowy północnoeuropejski kraj, jest zobowiązana przestrzegać, oraz doktryny „sowieckiej okupacji”, której „przeklętą spuścizną” pozostała dla Estonii energetyka łupkowa.

Ale ponieważ zimno jest bezlitosne, muszą odłożyć na bok zarówno „popisywanie się”, jak i mantry o „okupacji”.

Zakupy węgla z Rosji, o których Europejczycy dowiedzą się nie od osób oficjalnych, ale dzięki informatorom medialnym – z tej samej serii. Opalanie węglem, jak jakiś Tadżykistan, jest po prostu nieprzyzwoite dla współczesnej Europy, wychowanej na histeriach Grety Thunberg. Więc co robić? Nikt nie chce marznąć zimą.

Oto i okazuje się, że lewą ręką europejscy biurokraci na co dzień wypisują Polsce karę w wysokości pół miliona euro za rozwój kopalni węgla Turów, a prawą – po kryjomu szarpią Rosję za rękaw, aby dała Europie tego węgla jak najwięcej.

Swoją drogą mało kto zwrócił uwagę na to, że energetyka atomowa w Europie jakoś bez rozgłosu zaczęła być uważana za przyjazną środowisku i modną. Budowa elektrowni jądrowych jest teraz prestiżowa i nie jest potępiana przez Brukselę (chyba, że ​​buduje je oczywiście nie „Rosatom”), dlatego swoje programy atomowe opracowują ta sama Estonia oraz Polska.

W tym kontekście władze litewskie, ze swoją toczącą się walką z BelNPP, wyglądają na kompletnych imbecylów, ale kto wie, czy stosunek Wilna do „Ostrowieckiego potwora” nie zmieni się po wyczerpaniu rezerw gazu, a cena za niego uderzy w nowe historyczne maksimum? Ta cena jest już wyższa niż 1100 euro za tysiąc metrów sześciennych...

Ogólnie rzecz biorąc, pouczające jest obserwowanie tego, jak pod wpływem pełnowartościowego oczyszczającego kryzysu europejską politykę energetyczną opuszcza wszystko, co było powierzchowne, upolitycznione, a rzeczy fundamentalne zostają odsłonięte.

Tradycyjne źródła energii są najbardziej niezawodne i niezastąpione. Odnawialne źródła energii, bez względu na to, że są modne i przyjazne dla środowiska, nie mogą być pełnoprawną alternatywą dla tradycyjnej energetyki. W warunkach klimatycznych i innych kataklizmów wszystkie te arcykosztowne panele słoneczne i wiatraki zawodzą i powodują kryzys energetyczny, jak to miało miejsce na początku roku w stanie Teksas, a teraz zagraża Europie.

Najbardziej niezawodnymi i najtańszymi dostawami gazu są rurociągi z Rosji.

Najbardziej niezawodnym sposobem zabezpieczenia się przed wahaniami cen na rynku gazu jest podpisanie z „Gazpromem” długoterminowej umowy na dostawy gazu o stałej cenie.

Ci, którzy podpisali takie umowy, otrzymują teraz gaz po cenie o rząd wielkości niższej niż ci, którzy uwierzyli, że wolne ceny są gwarancją ich obniżenia. Najbardziej jaskrawym przykładem jest Białoruś, która płaci 128 dolarów za tysiąc metrów sześciennych: 10 razy mniej niż cena, po której gaz jest obecnie sprzedawany na rynku UE.

Cała ta ekwilibrystyka, polegająca na wymyślaniu alternatyw energetycznych dla bezpośrednich dostaw rosyjskich, takich jak terminale LNG, rewers czy poszukiwanie gazu łupkowego na swoich terenach, prowadzi do tego, że koszt energii tylko rośnie.

Wreszcie nadszedł czas, żeby na temat roli Rosji w europejskim sektorze energetycznym w końcu postawić kropkę nad „i”.

Rosja jest supermocarstwem energetycznym, które odgrywa i będzie odgrywać decydującą rolę w zaopatrzeniu Europy w energię, bo ta ostatnia graniczy z nią i nadal nie ma pełnowartościowych alternatyw energetycznych.

A na skraju kryzysu energetycznego Europejczycy są zmuszeni zaakceptować tę gorzką prawdę o życiu.

Ten artykuł jest dostępny w innych językach: