Gospodarka Gospodarka

Gazprom dostał możliwość na wyrównanie szans z Polską za sprzeciw wobec „Nord Stream — 2”

Źródło obrazu: goodfon.com
0  

Polska będzie musiała skoordynować budowę gazociągu Baltic Pipe z rosyjskim Gazpromem. O tym The Financial Times powiedział analityk w dziedzinie energetyki Robert Tomaszewski. W wodach Bałtyku, rura, która ma być położona w celu zaopatrzenia Polski w gaz norweski, będzie przecinać się z „Nord Stream — 2”. Nie było trudno się domyslić o tym, ale z jakiegoś powodu polscy eksperci zaczęli rozmowy o zbliżających się ustaleniach z Rosją tylko w tym czasie.

Przewidywane skrzyżowanie rurociągu Baltic Pipe i „Nord Stream — 2” ujawnia istotę polityki energetycznej Warszawy. Zwykle gazociągi idą drogą równoleglą (dyrektor Centrum Badań Rynków Energii Elektrycznej HSE Wiaczesław Kulagin nie pamięta „poprzecznych” projektów w światowej praktyce). Ale Polska nie potrzebuje równoległego kierunku: zapadła decyzja skonfrontowania własnego projektu energetycznego w regionie z budową drugiej linii Nord Stream.

Idea Baltic Pipe powstała prawie 20 lat temu i okazała się potrzebna tylko jako odpowiedź Gazpromowi. Moskwa stawia nową drogę dla dostaw gazu do Europy — Polacy rezygnują z produkcji rosyjskiego holdingu (oczekuje się, że w 2022 r. norweski gaz przez Baltic Pipe popłynie z Danii do Polski).

Jak na ironię losu, nowy gazociąg przecina „Nord Stream — 2”, nie tylko w abstrakcyjnych kategoriach politycznych, ale także bezpośrednio — na dnie Morza Bałtyckiego.

Robert Tomaszewski nie widzi w tym wielkiego problemu. Zdaniem eksperta energetycznego jest to problem techniczny, ale Gazprom „może opóźnić go lub wydłużyć cały proces”.

Słowa Tomaszewskiego zdecydowanie nie są pozbawione logiki. Szczegóły skrzyżowania dwóch gazociągów muszą najpierw zostać skoordynowane na poziomie technicznym. Nie jest do końca jasne, w jaki sposób polski operator systemu dystrybucji gazu Gaz-System zamierza ułożyć jedną rurę na drugiej. Czy nie stanowi to zagrożenia dla funkcjonowania „Nord Stream — 2”? Czy nie skomplikuje dostępu do gazociągu podczas prac naprawczych?

Inicjatywa będzie oczywiście po stronie Moskwy. Budowa Baltic Pipe rozpocznie się dopiero w 2020 roku, natomiast „Nord Stream — 2”powinien zostać oddany do użytku pod koniec roku 2019-go. Oznacza to, że to właśnie strona polska jest zainteresowana negocjacjami. Pytanie brzmi, jak będzie zachowywał się Gazprom.

W każdym bądź razie rozwiązanie tego problemu będzie wymagało dodatkowych kosztów finansowych i może zająć trochę czasu. A Polsce tego czasu brak.

Przekazanie do eksploatacji rurociągu Baltic Pipe nie jest przypadkowo zaplanowane na 2022 rok, kiedy wygaśnie długoterminowa umowa na dostawę rosyjskiego gazu do Polski. Warszawa była o tyle niezadowolona z jej warunków, że doszło aż do rozprawy arbitrażowej w Sztokholmie.

Możliwość całkowitej rezygnacji z rosyjskiego gazu po 2022 roku została po prostu obsesją władz polskich. Żeby to doprowadzić do skutku, gorączkowo ładują terminal LNG w Świnoujściu i planują niedługo dotreć na norweską szelfę. Jednocześnie, na przykładzie Kijowa, Warszawa nie zamierza całkowicie odrzucić nowych kontraktów z Gazpromem. „Nie o to chodzi, żeby pozbawić się gazu z Rosji, ale o nie poleganie na nim”, — powiedział ambasador RP w Federacji Rosyjskiej Włodzimierz Marciniak.

Mniej więcej to samo stanowisko zajął przedstawiciel polskiego rządu w sprawie strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski: „Będziemy dążyć do sytuacji, w której długoterminowa umowa stanie się przeszłością. Gdy cena gazu z Rosji będzie konkurencyjną, nie wykluczamy jego zakupu, ale zdecydowanie nie w ramach umowy długoterminowej”.

Krótko mówiąc, Warszawa raczej nie planuje zrezygnować z niebieskiego paliwa z Federacji Rosyjskiej, natomiast będzie starała się uzyskać rabat, szantażując Gazprom tym, co może odpuścić sobie kupno jego produktów.

Ale żeby tak zostało, Baltic Pipe musi być zbudowany na czas.

W Polsce już słychać głosy ekspertów, które ostrzegają, że nieprzestrzeganie harmonogramu jest obarczone poważnymi problemami dla Polski. Dlatego rurociąg, chociaż padnij, musi zostać oddany do użytku przed 2022 rokiem.

Ale czy Warszawa wzięła pod uwagę skrzyżowanie Baltic Pipe z „Nord Stream — 2”? Najwyraźniej nie.

Oznacza to, że Gazprom ma możliwość conajmniej przesunięcia terminów realizacji projektu — aby odpłacić Polakom równą monetą.

Polska szaleńczo walczyła się z realizacją „Nord Stream — 2”, wspierała skierowane przeciwko niemu rezolucje, przeprowadziła prace wyjaśniające z sąsiadami. Wynik z tego natomiast zerowy.

Niedawno już nawet polski premier uznał bezskuteczność walki z wiatrakami: „Dwa potężne kraje, z których jeden jest światową potęgą, czyli Rosja, a drugi — Niemcy, czwartą względem wielkości gospodarką na świecie, zdecydowały się na budowę gazociągu. Są to dwa potężne państwa i, że tak powiem, nie jest im łatwo zabronić czegoś”.

Teraz okazuje się, że Moskwa może w dodatek odwdzięczyć się! Innym pytaniem jest to, że raczej nie jest tym zainteresowana.

Realizacja Baltic Pipe Rosję na ogół ani ziębi ani grzeje.

W Norwegii, na którą liczy Polska, produkcja gazu osiągnęła już swojego limitu. W przyszłości będzie tylko spadać (lub, co najmniej, nie wzrośnie). Inaczej mówiąc, Norwegia nie ma zbędnych wolumenów w pojemnikach — w przypadku dostaw do Polski koniecznym będzie ograniczenie eksportu do krajów Europy Zachodniej.

 „Jest to możliwe, że Polacy będą płacić znaczną premię, która, biorąc pod uwagę konieczność odzyskania inwestycji w Baltic Pipe, zrobi gaz norweski „złotym” dla polskich konsumentów”, — przewiduje Aleksiej Grywacz, Zastępca Dyrektora Generalnego ds. Gazu Narodowej Fundacji Bezpieczeństwa Energetycznego.

Ale co stanie się z tymi krajami, które nie mają wystarczającej ilości norweskiego gazu?

Zwiększą import produktów Gazpromu.

„Rosja jako główny gracz w tym regionie nie przegra”, — mówi Stanisław Mitrachowicz, czołowy ekspert Narodowej Fundacji Bezpieczeństwa Energetycznego i Uniwersytetu Finansowego pod patronatem rządu Federacji Rosyjskiej.

Rynki gazowe w krajach UE przypominają naczynia łączące.

Wolumeny własnego wydobycia można przelać z jednego do drugiego, ale pustkę nadal będzie wypełniał tani rosyjski gaz z gazociągu, z którym LNG nie może konkurować.

W takim układzie, dlaczego robić przeszkody w budowie Baltic Pipe?

 „Wydaje mi się, że byłoby wskazane, żeby Gazprom podkreślił, że nie upolitycznia sektora energetycznego w Europie i występuje tylko za konkurencją gospodarczą, bez podłości, jak robili to Polacy”, — uważa Igor Juszkow, czołowy ekspert Narodowej Fundacji Bezpieczeństwa Energetycznego. — Może wygrać tą konkurencję, jeśli ona jest uczciwa. Wskazują na to wyniki ostatnich lat i wolumeny dostaw”.

Tym prawdopodobnie można wytłumaczyć spokojną reakcję Warszawy na perspektywę skrzyżowania polskiego gazociągu z „Nord Stream — 2”. Władze polskie również nie biją w dzwony, chociaż konieczność uzgodnienia warunków dla przecinania się Baltic Pipe i „Nord Stream — 2”była oczywista od samego początku. Rosja może zapobiec ambitnym projektom dumnej szlachty, ale nie zamierza tego robić. Jakby dziecko się nie bawiło, tylko by pozniej nie płakało..

Ten artykuł jest dostępny w innych językach:
Dyskusja ()